Przeprowadzka
Twoje ID:

Twoje hasło:


Księstwo Sarmacji Starosarmacja
Kontakt Władze Prawo Mieszkańcy

Wiosna w Nadziei

Calisto Kami-Chojnacka

Pewnie niejeden z Was obudził się kilka dni temu odkrywając, że oto Królowa Śniegu ustąpiła z tronu. Abdykowała na rzecz młodszej siostry - Wiosny. Oczywiście jest to jedynie wersja oficjalna, wciskana dzieciom, aby w jakiś sposób odwrócić ich uwagę od faktu, że to one same zakończyły panowanie Królowej Śniegu odprawiając pradawny rytuał Topienia Marzanny.

Tak czy inaczej przyszła Wiosna. Słońce świeci coraz częściej i w końcu można wyjść z domu bez ciepłej kurtki i rękawiczek. Korzystając z tego faktu postanowiłam przewiesić aparat przez ramię i wypełznąć z zacisza domowego na rozkwiecone łąki i bezdroża. Ciekawa pierwszych śladów panowania nowej królowej zajrzałam również do ogrodów Sarmackich. Jaki był efekt tej niezwykłej eskapady? Zobaczcie sami.


Zaraz po wyjściu uderzył mnie urzekający zapach rodzącego się życia. Minął czas deszczu i zbutwiałych liści. Z radością napełniłam płuca nowym zapachem. Zupełnie nie wiem dlaczego ta nowa atmosfera zadziałała na mnie wyjątkowo krzepiąco. Ruszyłam w stronę śpiewu słowika... A nie. Najpierw był mój ogródek.


Wychodząc przed posiadłość natknęłam się przypadkiem na Anię Banię z Bagien. Trochę zdziwiło mnie to, że chodzi po Nadziei bez Tenora, ale sami wiecie jak to jest Wiosną... Rozmawiałyśmy przez chwilę. Oprowadziłam ją nawet po moim śliczny ogródku. O dziwo, zamiast pochwał usłyszałam jedynie krótką uwagę: "Wszystkie Twoje kwiatki są fioletowe. Monotonne to nieco". Monotonne w rzeczy samej. Że też wcześniej tego nie zauważyłam?


Ania odeszła w swoja stronę a ja, choć udałam, że jej uwaga zupełnie mnie nie dotknęła, przez dłuższą chwilę zastanawiałam się nad powrotem do domu, do smutnego nastroju zimowego. Słowik gdzieś nad polami śpiewał jednak zbyt zachęcająco. Ruszyłam dalej szukając zieleni. Kiedy natknęłam się na kępkę stokrotek byłam rozanielona - zupełnie jak dziecko, które dostało swój wymarzony prezent. Hm... Może lepiej zapomnijcie, że to napisałam...


Przypominałam zapewne bociana, kiedy unosząc wysoko nogi przemierzałam podmokłe łąki. Może uznacie mnie za wariatkę, ale uznałam, że zerwanie bukietu z bazi jest sprawą życia i śmierci i tak długo szukałam odpowiedniego drzewka aż w końcu doszłam do samego lasu. Pozwolę sobie pominąć fakt, że każdy najcichszy szmer traw przyprawiał mnie niemal o zawał i przejdę od razu do tej przyjemnej części. Znalazłam bazie i nazrywałam ich cały, wielki bukiet. Ładnie wyglądają na mojej komodzie.


Mogłoby się Wam wydać, że skoro zaspokoiłam swoją potrzebę zapełnienia pustej przestrzeni na komodzie w pobliżu kominka, to moja podróż powinna się zakończyć. Tak się jednak nie stało. Marnowanie takiego pięknego dnia było grzechem na który nie mogłam (i nie chciałam) sobie pozwolić. Uradowana sukcesem dotychczasowych poszukiwań ruszyłam dalej. Decyzja, jak każda którą podejmuję, mówiąc nieskromnie, okazała się rewelacyjna. Chwilę po tym jak zdecydowałam się dalej odkrywać uroki nowej królowej odnalazłam przylaszczki - błękitne jak samo niebo.


Czyż człowiek nie jest dziwnym stworzeniem? Latem, jesienią, przesyceni kwiatami przechodzimy obok nich zupełnie obojętnie. A wiosną? Każdy, choćby najlichszy, wyglądający spod warstwy suchych liści łepek wypełnia nasze serca radością, sprawiając, że zwykły spacer staje się przygodą na miarę podróży dookoła świata. Dziwnie było zachwycać się kilkoma żółtymi gwiazdami podbiału i leżącą w pobliżu budzącą się żabą. Dziwnie, ale nie żałuję.


Co ciekawsze podziwianie tego, co poznane choć niezwykle absorbujące, nie było jedynym moim zajęciem tamtego dnia. Żeby urozmaicić sobie zabawę szukałam nieznanego. I znalazłam. Kwiatek wyglądał trochę jak kaczeniec, ale inny miał łepek. Gdybym mogła go nazwać, nosił by imię: Gwiazda Wiosenna. Może lepiej, że nie mogłam go nazwać. Dwuczłonowe nazwy są strasznie denerwujące.


Wszystko co wydarzyło się do tej pory było niezwykłe i wszystko sprawiało mi wiele radości, jednak dopiero następny przystanek na drodze mojej wiosennej przygody doprowadził mnie niemal na granicę rozkoszy. Wiedziałam, że ten wiosenny zapach jest mi znany, jednak dopóki nie zobaczyłam tych ślicznych fioletowych główek, rozsiewających wokół tę anielską woń nie mogłam go skojarzyć. Tak, tak. Fiołki. Najwspanialsze, ze wszystkich wspaniałych kwiatów wiosennych. Byłam w siódmym niebie. Znowu.


Wracając do domu zajrzałam do ogródka sąsiada. Powoli spacerowałam alejkami jego ogrodu wsłuchując się w ciepły ton głosu ptaków gnieżdżących się w pobliżu. Przyglądałam się jego kwiatom tak barwnym, jak majowa łąka. Zafascynowana, ale i trochę przerażona odkryłam, że faktycznie są też inne kolory poza fioletem. Myślę, że to może diametralnie zmienić moje życie.


Rozmyślając nad tym co odkryłam doszłam do miejsca, w którym wszystko się zaczęło. Myślicie, że to mój dom? Mylicie się. Oto w tym miejscu, w cieniu wielkiego dębu, chował się przed zachodzącym słońcem przebiśnieg - kwiat, od którego wszystko się zaczęło. Zwiastun końca panowania Królowej Śniegu. Prorok nowej pory roku.